
Kilka dni temu pisałam o tym, że kupiłam robota kuchennego, mąż się obraził, a samochód został umyty. Wspominała też o tym, że długo przymierzałam się do zakupu tego sprzętu, wybierałam porównywałam i po długich oczekiwaniach kupiłam. I co?
Nigdy nie zrobiłam tylu ciast, placków, koktajli i innych smakołyków w ciągu kilku dni. Robot napracował się niemiłosiernie zwalniając z domowych obowiązków stary mikser, który nieco ze smutkiem został wystawiany na śmietnik. Marzyłam o nowym sprzęcie, a gdy nadszedł dzień pozbycia się starego zrobiło mi się przykro. Bo już taki wiekowy, bo niezawodny bo całkiem dobry, bo moi rodzice robili mi nim kogel-mogel i ciasto na ukochane naleśniki. Jak można wystawić na śmieci takiego poczciwca? Łza zakręciła mi się w oku i przez chwilę chciałam upchnąć go z powrotem do szafki, ale mąż chwycił go w garść i wywalił do kubła. A nie mówiłam, że po kilku smakołykach i on doceni fakt, że robot zamieszkał z nami?
Robota doceniła też nasza córka, która codziennie na śniadanie pije sok z pomarańczy. Aby uniknąć wysoko słodzonych soków w kartonach wyciskamy jej codziennie sok ze świeżych owoców. Dla jednej małej szklaneczki nie ma sensu wyciągać wielkiej sokowirówki więc korzystamy z wyciskarki do cytrusów. Po tygodniu wyciskania soczystej pomarańczy zdezelowanym plastikowym ustrojstwem przypadkiem odkryłam, że w komplecie z robotem jest wyciskarka do soków. Jak mogłam wcześniej jej nie zauważyć? Jak mogłam tyle razy oglądać zawartość pudła i nie zorientować się? Dlaczego codziennie z dużym impetem wciskałam biedną pomarańczę w tępą wyciskarkę skoro mam nową? Dobrze, że nie wyrzuciłam jej do śmieci tak jak przykrywki do garnków Tefal Ingenio, bo nie zauważyłam że była w pudełku.
Czas na nowe szkła?







