niedziela, 25 sierpnia 2013

Pierwsze zakupy



Na widok ogromnego pudła, które przytachałam ze sklepu mąż popukał się w czoło. Popsioczył pod nosem, pomarudził, uznał za wariatkę i poszedł myć auto. Czasem dobrze jest podnieść mu ciśnienie, bo przynajmniej samochód czysty. 

Obiecałam sobie, że przeprowadzając się do nowego domu nie będę zabierała większości starych klamotów. Przez lata nie kupowaliśmy nic nowego, oszczędzaliśmy wiedząc, że będziemy kiedyś się budować i zawsze wychodziliśmy z założenia, że do tego chwilowego mieszkania nie opłaca się czegoś kupować. I tak na moim blacie stoi stary ekspres do kawy, który cieknie z każdej strony i nie mogę doczekać się momentu wywalenia go do śmieci. W kuchennych szafkach skrywa się kilka innych takich perełek. Do dziś mam kupiony przez rodziców w 1986 roku robot kuchenny. Ciasto na naleśniki nim zrobię, pianę na bezę ubiję, bitą śmietanę do gofrów też, ale ileż można? Należy mu się odpoczynek. Po 27 latach ma prawo odejść na emeryturę.

Zawsze z nutką zazdrości oglądałam nowe sprzęty AGD. Wiedziałam, że solidny wielofunkcyjny robot kuchenny kiedyś będzie mój, ale perspektywa czekania na niego do przeprowadzki była dla mnie nie do zniesienia. Dostałam premie, oszczędzałam, nie wydawałam na pierdoły i natrafiłam dzisiaj na naprawdę korzystną promocję. Nie mogło być inaczej robot jest mój. Ma mnóstwo funkcji (jest też sokowirówka) i świetnie wpasuje się stylistyką do nowoczesnego wystroju nowej kuchni. A i mąż przestanie marudzić jak mu zrobię w weekend jego ukochane ciasto. 

Chyba zacznę już pomału kupować pozostałe rzeczy. Znając życie później okaże się, że budowa domu pożre więcej środków i na nic innego nie starczy. 

Fotka ze strony: www.philips.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz