Mieszkanie w M2 nie przeszkadzało mi przez lata. Lubiłam nasze mieszkanie, kojarzyło mi się z wieloma bardzo przyjemnymi momentami i nawet nie wyobrażałam sobie, że mogłabym się stąd wyprowadzić.
To tutaj kochaliśmy się z moim obecnym mężem pierwszy raz, gdy postanowił zrobić mi niespodziankę i odwiedził mnie tuż przed Bożym Narodzeniem z pudełkiem nieziemsko pysznych, ręcznie robionych pralin. Kilka godzin później wyjechałam do rodziny na dwa tygodnie i usychałam z tęsknoty. Rok później spędziliśmy w tym mieszkaniu pierwsze wspólne święta i razem ubieraliśmy choinkę. To własnie w tej niewielkiej sypialni poczęliśmy naszą córkę. Tutaj nasze maleństwo spało w maleńkiej kołysce i kąpało się w plastikowej wanience. Karmiąc kładliśmy ją na niewielkiej poduszce, która przy niej wydawała się sporą poduchą. Tutaj stawiała pierwsze nieporadne kroczki próbując pokonać dystans pomiędzy kanapą i stołem. Pierwsze upadki, siniaki i psoty. Pamiętam jak w całym domu pachniało tym kochanym małym człowiekiem. Tak dzidziusiowo i wspaniale. Leżąc w swoim łóżku słyszałam oddech córeczki i śmiałam się w głos, gdy ta mamrotała coś przez sen.
Dzisiaj, gdy Tosia ma już kilka latek przestajemy się mieścić. Niespełna czterdzieści metrów bardzo nas ogranicza. Brakuje miejsca do zabawy, do spania, do pobycia samemu. Problematyczne stają się zwykłe codziennie czynności. Suszenie włosów gdy dziecko śpi jest wyzwaniem, bo suszarka potrafi ją obudzić. Zaproszenie znajomych na kolacje jest kłopotliwe, bo musimy być cicho by śpiąca tuż obok Tosia mogła wyspać się przed pójściem do przedszkola. Rozłożenie deski do prasowania nie idzie w parze z zabawą na podłodze bo nie ma miejsca.
Złoszczę się i zastanawiam jednocześnie jak dawniej żyli ludzie? Jak mieścili się całymi rodzinami w tak małych mieszkaniach, mając większe meble, sprzęt AGD i nie posiadając worków do próżniowego pakowania nienoszonych zimowych ubrań? Czy taka powierzchnia naprawdę jest problemem? Czy ograniczenia te powstają w mojej głowie? A może zawsze żyło się tutaj mało komfortowo, ale szczęście i wspomnienia sprawiły, że nie widziałam minusów?
Pęknie mi serce gdy będziemy sprzedawać nasze małe, przepełnione miłością gniazdko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz