poniedziałek, 2 września 2013

Robot dla żony, auto dla męża




Nasz nowy dom. Nowy dom. Domek. Domunio ukochany. Ciągle powtarzam te słowa mając nadzieję, że rozmawiając na ten temat uczynię przeprowadzkę bardziej namacalną. Nie mogę się doczekać, czekam z utęsknieniem. Kipię z niecierpliwości. Widzę, że moje podekscytowanie udziela się także mężowi, który do tej pory starał się zachować zimną krew. 

W czasie gdy ja siedzę nad katalogami z kafelkami i łazienkową ceramiką moja druga połówka przegląda katalog z koszącymi trawę traktorkami. Ja wybieram wannę i umywalkę on szafeczki do garażu. Ja skupiam się na dobraniu odpowiednich desek na podłogę małżonek postanawia, że skoro wyprowadzamy się za miasto o w naszym garażu obok traktorka koniecznie musi stanąć SUV crossover. Buntuję się, zaprzeczam, martwię o koszta, ale po chwili przyznaję, że faktycznie naszym małym pierdzikółkiem nie zawojujemy wiejskich, zaśnieżonych dróg. Trochę ciężko przechodzi mi to przez usta ale muszę przyznać, że chłop ma rację. Zmiana auta jest koniecznością. Jednakże cena nowej fury nieco mnie przeraża i psuje mi humor na cały dzień. Ileż ja miałabym za to fajnych rzeczy do domu. Piękną kuchnię, wielką skórzaną kanapę, wannę z hydromasażem, wymarzoną lampę z wielkimi kryształami Swarovskiego i pewnie jeszcze kilka innych cudowności. 

Odwiedzając budowę zagaduję sąsiadów. Podpytuję o to jak im się mieszka w okolicy i jak wygląda zima na wsi. Niestety tylko utwierdzają mnie w przekonaniu, że codzienna przeprawa przez nieprzejezdne wiejskie drogi nie będzie łatwa. Od tej pory obserwuję samochody przyszłych sąsiadów. W 99% to duże auta, głównie SUVy. Cholera to chyb a jednak o czymś świadczy.

Popijając wieczorną herbatę jaśminową z miodem nie sięgnęłam po katalog z meblami do kuchni. Ku zaskoczeniu domowników wertowałam ofertę samochodów nieco bardziej terenowych od naszego czterokołowego maleństwa. 

Fotka ze strony: www.chichesterdesign.co.uk

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz