
Nasz nowy dom. Nowy dom. Domek. Domunio ukochany. Ciągle
powtarzam te słowa mając nadzieję, że rozmawiając na ten temat uczynię
przeprowadzkę bardziej namacalną. Nie mogę się doczekać, czekam z utęsknieniem.
Kipię z niecierpliwości. Widzę, że moje podekscytowanie udziela się także
mężowi, który do tej pory starał się zachować zimną krew.
W czasie gdy ja siedzę nad katalogami z kafelkami i
łazienkową ceramiką moja druga połówka przegląda katalog z koszącymi trawę
traktorkami. Ja wybieram wannę i umywalkę on szafeczki do garażu. Ja skupiam
się na dobraniu odpowiednich desek na podłogę małżonek postanawia, że skoro
wyprowadzamy się za miasto o w naszym garażu obok traktorka koniecznie musi
stanąć SUV crossover.
Buntuję się, zaprzeczam, martwię o koszta, ale po chwili przyznaję, że
faktycznie naszym małym pierdzikółkiem nie zawojujemy wiejskich, zaśnieżonych
dróg. Trochę ciężko przechodzi mi to przez usta ale muszę przyznać, że chłop ma
rację. Zmiana auta jest koniecznością. Jednakże cena nowej fury nieco mnie
przeraża i psuje mi humor na cały dzień. Ileż ja miałabym za to fajnych rzeczy
do domu. Piękną kuchnię, wielką skórzaną kanapę, wannę z hydromasażem,
wymarzoną lampę z wielkimi kryształami Swarovskiego i pewnie jeszcze kilka
innych cudowności.
Odwiedzając budowę zagaduję sąsiadów. Podpytuję o to jak im
się mieszka w okolicy i jak wygląda zima na wsi. Niestety tylko utwierdzają
mnie w przekonaniu, że codzienna przeprawa przez nieprzejezdne wiejskie drogi
nie będzie łatwa. Od tej pory obserwuję samochody przyszłych sąsiadów. W 99% to
duże auta, głównie SUVy. Cholera to chyb a jednak o czymś świadczy.
Popijając wieczorną herbatę jaśminową z miodem nie sięgnęłam
po katalog z meblami do kuchni. Ku zaskoczeniu domowników wertowałam ofertę samochodów
nieco bardziej terenowych od naszego czterokołowego maleństwa.
Fotka ze strony: www.chichesterdesign.co.uk
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz