
Pisałam już wcześniej o tym jak bardzo nie mogę doczekać się
mojej nowej kuchni. Obecna z trudem mieści dwie osoby, a przez maleńkie okienko
wpada bardzo niewiele światła. W żartach miejsce to nazywamy czarną dziurą.
Mała ilość szafek sprawia, że wszystkie kuchenne akcesoria gnieżdżą się na
kupie i zdarza im się wypadać podczas otwierania drzwiczek. Nie lubię tej
kuchni, bo choć fajnie urządzona to jest tak mała, że przygotowanie posiłku
jest w niej męczarnią. Tak wiem marudzę. Mawiają, że Polak i na drzwiach od
stodoły poleci. Możliwe, ale ja nie umiem lepić pierogów na metrowym blacie.
Nie mogę doczekać się długiej wyspy kuchennej, na
której przygotowanie posiłków będzie prawdziwą przyjemnością. Przysięgam, że będę ryczeć z radości gdy wszystko
będzie już gotowe. Ogrom szafek sprawi, że nic nie będzie musiało stać na
blacie. Będzie przestronnie, przejrzyście i pięknie. Na ponad trzech metrach
blatu będzie stał tylko i wyłącznie pięknie połyskujący ekspres do kawy. Oczyma
wyobraźni już to widzę i zastanawiam się co zrobić żeby przyspieszyć czas.
Szperam w Internecie, czytam opinie, porównuję i zastanawiam
się jaki
ekspres do kawy wybrać. Zależy mi na tym by
o poranku w całym domu rozchodził się zapach świeżo mielonej kawy. Cudowny,
pobudzający aromat, który pozwoli nam wspaniale zacząć dzień. Na pewno musi
samodzielnie spieniać mleko, bo ręczne ubijanie nie sprawdza się w przypadku
robienia kilku kaw jednocześnie. A tak. Podłożę filiżankę, wcisnę jeden lub dwa
przyciski i maszyna zrobi wszystko za mnie. Przeglądałam też ekspresy do
zabudowy. Bardzo podobają mi się zamontowane w słupku tuż obok piekarnika i
mikrofalówki, ale czy są one praktyczne? Najbardziej zastanawia mnie wygoda
uzupełniania w nich wody i czyszczenia.
Przez najbliższy rok zapewne jeszcze wiele się zmieni ,
niektóre pomysły umrą śmiercią naturalną, a w ich miejscu zrodzą się nowe,
znacznie lepsze. Na chwilę obecną marzę sobie po cichutku o idealnym cappuccino,
które wypiję siedząc na białej narożnej sofie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz