
W zdecydowanej większości przypadków budowa domu wiąże się z
wzięciem olbrzymiego kredytu. Nie inaczej było także u nas. Działkę
posiadaliśmy już wcześniej więc przynajmniej ten koszt nam odszedł, ale resztę
musieliśmy skredytować. Wypowiadane kwoty wydawały mi się kosmiczne. Zapisane
cyfry przyprawiały o zawrót głowy, a ciągłe liczenie zer stresowało. Na pewnym
etapie było mi już wszystko jedno. Sto czy dwieście tysięcy w tą czy drugą
stronę nie robiło różnicy. Ostateczna kwota kredytu i tak wydawała mi się na
tyle nierealna, że ilość zer przestawała mieć znaczenie.
Gdy już upewniliśmy się jaka jest najlepsza
oferta kredytów mieszkaniowych zaczęliśmy
składać wnioski. Nasza dwójka i jeden doradca finansowy kontra analitycy
bankowi. Masa dokumentów, papierów,zaświadczeń i oświadczeń sprawiała, że z
dnia na dzień piękne marzenie o cudownym domu zaczęło zmieniać się w
koszmar. Nie rozumiem procedur. Nie
jestem w stanie pojąć czemu bank z góry traktuje człowieka jak oszusta, który
za wszelką cenę chce go przechytrzyć, oszukać, nie spłacić i uciec na jakąś
małą wyspę na końcu świata?
Posiadają państwo ziemię. O ziemia dużo warta. Super. Mają
państwo pewne i dobrze płatne posady. Fantastycznie. Dysponują państwo klarowną
i jasną historią bankową, a to duży plus. Wszystkie rachunki płacone w
terminie, zdolność kredytowa na piątkę, brak zwolnień lekarskich o i duże
premie uznaniowe. Szefowie są z państwa zadowoleni. Są państwo idealnymi
klientami. Kredytu nie damy. Jak to?
Dlaczego? Bo co?
Na szczęście rynek kredytów hipotecznych długi i szeroki i
nie ten bank to inny, ale niechęć, smutek i uraz do panów w sztywnych
garniturach szczerzących się zza bankowego biurka została.
Fotka pochodzi ze strony: soulkissestv.com
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz